- Ochrona praw zwierząt w Nowym Jorku

Prawo obowiązujące w Nowym Jorku nie tylko stoi na straży ludzkiego bezpieczeństwa i porządku publicznego. Chroni także zwierzęta, nad których dobrem czuwają specjalne instytucje i oddziały Policyjne. Źle traktujące je osoby mogą spodziewać się poważnych konsekwencji. Przekonała się o tym boleśnie emigranta z Polski, Joanna Pawelec.
Dar zwierzątJoanna Pawelec była szczęśliwą właścicielką dwóch Labradorów – Nimroda i Kory. Wybrała tą rasę, ponieważ Labradory słyną z dużej mądrości oraz przywiązania do właściciela, a także, bo mieszkała w niewielkim, posiadającym podwórko domku na przedmieściach nowojorskiej metropolii zapewniającym minimum przestrzeni. Nie żałowała decyzji - nigdy się na nich nie zawiodła, w przeciwieństwie do męża, który trzy lata po przyjeździe do USA odszedł z inną kobietą. Joanna bardzo przeżyła rozstanie, zaczęła podupadać na zdrowiu, tracąc wiarę w dalszy sens życia i zapał do pracy. Na szczęście przełożeni okazali wyrozumiałość, a dzięki czworonożnym przyjaciołom w końcu znów poczuła się osobą potrzebną i kochaną. Jednak los wystawił to przywiązanie na poważna próbę.
Smutny wypadek
Zdarzyło się, że Joanna wracając do domu popełniła niewybaczalny błąd. Przechodząc przez ulicę pozwoliła uciec myślom gdzieś daleko i nie zauważyła nadjeżdżającego samochodu. Kierowca nie zdążył wyhamować. Dziś pamięta tylko swój krzyk i zapadającą nagle ciemność. Wypadek wyglądał bardzo poważnie, choć obyło się bez złamań. Potrącona, uderzyła głową o krawężnik w efekcie czego powstał krwiak i obrzęk mózgu. Straciła przytomność na kilka dni, bo lekarze dla bezpieczeństwa wprowadzili ją w śpiączkę farmakologiczną. W tego typu urazach to podobno standardowa procedura. Joanna trafiła do szpitala, który opuściła dopiero po 10 dobach.
Ubezpieczenie nie pokryło wszystkich kosztów leczenia – polisę miała tylko na kilka tysięcy dolarów - dlatego popadła w kłopoty finansowe. Braki w domowym budżecie odbiły się też na psach – nie była już w stanie kupować im niezbędnej ilości jedzenia i zapewnić stałej opieki weterynaryjnej. Sama miała ogromne problemy ze zdobyciem środków na codzienną egzystencję. Żywiła nadzieję, że problemy szybko przeminą, ale trudności nie chciały dać za wygraną. Będąc w tej ciężkiej sytuacji, niedługo po powrocie ze szpitala usłyszała dzwonek do drzwi – przed furtką stali inspektorzy ASPCA (American Society for the Prevention of Cruelty to Animals). Okazało się, że „życzliwi” sąsiedzi donieśli władzom o pogarszającym się położeniu jej zwierzaków.
Interwencja strażników
Policjanci poprosili o możliwość oglądnięcia Nemroda i Kory i zapoznania się z warunkami w jakich żyją. Nie spodobała im się waga i wygląd psów oraz otoczenie, w którym przebywały. Niestety swoje zrobiła długa nieobecność Joasi w domu – pozostawione bez opieki zwierzęta bardzo wychudły i trochę „nabrudziły” na podwórku. Joanna nie miała sił, by od razu posprzątać. Policjanci wysunęli zastrzeżenia, że psy nie posiadają schronienia w postaci budy, są wystawione na działanie wysokich temperatur bądź deszczów w trakcie dnia. Zauważyli ponadto u Nemroda pchły, a u Kory, że spodziewa się szczeniaków. Pani Pawelec próbowała się bronić mówiąc o niedawnym pobycie w szpitalu i kłopotach finansowych. Tłumaczyła, że psy tylko w dzień przebywają na podwórku, bo na noc zabiera je do domu, więc budy nie potrzebują. Policjanci okazali współczucie, ale jasno dali do zrozumienia, że nie przestrzega prawa, nakazującego zapewnić psom godziwy byt w odpowiednich warunkach. Przytoczyli konkretne przepisy, które zdenerwowana Joasia musiała przyjąć do wiadomości. Pouczyli ją też o odpowiedzialności karnej – osobom źle traktującym zwierzęta groziły w Nowym Yorku liczne sankcje od grzywny, aż po więzienie. Przedstawiciele prawa nakazali zabrać psy do weterynarza na badania, postawić na podwórku jakieś schronienie z miską wody i jedzeniem, lepiej uprzątnąć teren, a także zadbać, aby nie było tam żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Na koniec zrobili zdjęcia dokumentujące zaistniałą sytuację. Wizyta funkcjonariuszy ASPCA skończyła się udzieleniem oficjalnego upomnienia i zapowiedzią, że przyjdą za tydzień sprawdzić czy Joanna zastosowała się do poleceń.
Próba sprostania standardom
Kiedy wyszli pani Pawelec odetchnęła z ulgą, choć była wstrząśnięta nowymi trudnościami. W miarę możliwości starała się wyjść naprzeciw nakazom policjantów – wykąpała psy, rozpoczęła walkę z pchłami Nemroda, przy pomocy znajomego zbudowała prowizoryczne budy. Sądziła, że to wystarczy, a widzący zmiany policjanci po prostu odpuszczą. Niestety okazało się inaczej. Po tygodniu w trakcie zapowiedzianej wizyty dostrzegli pozytywne przeobrażenia, lecz stwierdzili, że to za mało. Nie do zaakceptowania dla ASPCA okazała się niezrealizowana wizyta u weterynarza. Ich zdaniem była najważniejszym warunkiem do spełnienia. Furory nie zrobiła również prowizoryczna buda i ciągła niedowaga psów – mimo starań Joasia nie zdołała ubogacić diety czworonogów. Podsumowując wszystkie za i przeciw Policjanci uznali, że sytuacja wymaga wystawienia mandatu. Ostrzegli, że jeśli dalej nie spełni oczekiwanych warunków, skierują sprawę do sędziego o odebranie Nemroda i Kory, której ciąża była wyraźnie zagrożona.
W kolejnym tygodniu Joasia stawała na głowie, aby zdobyć pieniądze na zrealizowanie żądań ASPCA. Chciała walczyć o swoje psy, ale okazało się to niewykonalne. Nie dysponowała potrzebnymi pieniędzmi, nie miała też od kogo pożyczyć – już i tak była poważnie zadłużona u znajomych i w banku. Mogła liczyć tylko na prośby i błagania podczas kolejnego spotkania z przedstawicielami władz. Wystarczyły tylko do zatrzymania Nimroda – w sprawie Kory ASPCA okazało się nieprzejednane i w trosce o zdrowie suczki zabrało ją do własnej lecznicy, a następnie wystawiło „do adopcji”, wraz z trójką szczeniaków, które po kilku tygodniach przyszły na świat. Policjanci wspólnie z sędzią uznali, że Pani Pawelec nie będzie w stanie utrzymać dwójki psów w godziwych warunkach, dlatego wszelkie próby apelacji okazały się bezowocne.
Nauka na przyszłość
Miłość do zwierząt ma swoje prawa. Jest wartością, o którą należy dbać. W Nowym Jorku na straży bezpieczeństwa zwierząt stoją czujni strażnicy uzbrojeni w spore uprawnienia, pilnując, aby właściciele przyjmowali pełną odpowiedzialność za jego dobro i byt. Każdy powinien o tym pamiętać.
- Z psem przez ocean

Podobno właściciele psów dzielą się na tych, którzy śpią ze swoimi pupilami i na tych, co się o do tego nie przyznają, (ale to robią), ja i moja siostra, jesteśmy na tyle zwariowane, że nie tylko pozwalamy spać naszym psom w łóżku, ale zabieramy je ze sobą na wakacje, oczywiście, o ile jest to tylko możliwe.
Moja siostra Zuzanna zabrała swojego 11-letniego jamnika, Reksia do Nowego Jorku, gdy przylatywała do mnie na wakacje. Zuzanna leciała liniami LOT bezpośrednio, bo tak było najwygodniej. Do tego mogła trzymać pieska w samolocie w klatce pod nogami, a nie w luku z bagażami. Jak na dzień dzisiejszy nie wszystkie linie lotnicze na to pozwalają. Reksio musiał mieć wykupiony bilet ($100), Wymagane były dokumenty zarówno z polskiej, jak i amerykańskiej strony. Z polskiej: świadectwo szczepienia przeciw wściekliźnie, świadectwo zdrowia i badania od lekarza weterynarii powiatowego inspektoratu (należy je zrobić dwa tygodnie przed odlotem). Oczywiście urzędniczka na lotnisku nawet tego nie sprawdziła, bo jak sama przyznała: „powinnam, ale mi się nie chce”. Może, dlatego, że był duży tłok? Te dokumenty oczywiście były po polsku i angielsku. Po przylocie do Stanów zapytali tylko, czy jest szczepienie, jaka jest data ważności i można było iść dalej.
W tym roku przyszła kolej na mnie i Buddy’ego (6-letni Golden retriever). Trochę byłam przymuszona do zabrania psa ze sobą ze względu na to, że na Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra nikt nie chciał zaopiekować się Buddym. Psi hotel wydawał mi się złym rozwiązaniem. Postanowiłam polecieć sprawdzoną trasą przez moją siostrę i Reksia bezpośrednio z JFK w Nowym Jorku na Okęcie w Warszawie. Koszt biletu dla psa był taki sam ($100) z ta różnicą, że Buddy nie mógł towarzyszyć mi w kabinie pasażerskiej. Musiałam kupić klatkę dla niego taką, w której pies mógł stać i swobodnie się obrócić.
Potem wizyta u weterynarza i pierwszy problem, z jakim się spotkałam - tatuaż Buddy’ego jest nie czytelny. Oczywiście mogłam zaryzykować podróż, jednak lekarz zaproponował mi wszczepienie chipu, który jest ważny na całym świecie, zgodziłam się przecież przyda się w innych podróżach. Uzbrojona w świadectwo zdrowia - pies jest zdrowy, odrobaczony, nie ma kleszczy, ani innych pasożytów, posiada ważne szczepienie przeciw wściekliźnie. Z dokumentami w języku angielskim i polskim stanęłam do odprawy i byłam mile zaskoczona w Nowym Jorku wszystko poszło gładko pies został zabrany w klatce gdzie miał miskę z woda do luku bagażowego mieliśmy spotkać się za 8 godzin…
W czasie lotu zastanawiałam się czy to moje zwidy czy wydaje mi się ze słyszę Buddy’go, jak szczeka byłam zrozpaczona, że nie mogę go zobaczyć, zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam.
Dzięki Bogu lot minął, (ale ciągnął się w nieskończoność), gdy zobaczyłam mojego psa byłam zrozpaczona jego oczy mówiły mi jak mogłaś mi to zrobić gdzie byłaś, gdy mnie zamknęli w tym warczącym pokoju? Buddy chciał koniecznie wyjść z klatki zaczął drapać w nią i szczekać a ja musiałam jeszcze czekać na walizki, ludzie patrzyli się na mnie i współczuli psu, niestety celnik wziął ode mnie papiery i tu zaczęły się jakieś bzdurne pytania jak określam wartość, czy mam zamiar go zabrać powrotem? Dopiero jak pokazałam ze mam wykupiony bilet powrotny dla zwierzaka i wspomniałam, że pies nie załatwiał się od blisko 12 godzin i ma jeszcze kilka godzin jazdy przed sobą zmiękczyło trochę bezdusznego urzędnika.
Wiedziałam, że musze cos zrobić by droga powrotna była lepsza. I tu z pomocą przyszła mi weterynarz mojej siostry, do której musiałam udać się po zaświadczenie, że pies jest zdrowy i może podróżować za granice (taki dokument jest ważny jedynie dwa tygodnie od daty wystawienia my w Polsce spędziliśmy cztery tygodnie). Weterynarz po szczegółowym wywiadzie: ile pies wazy, przebyte choroby etc zaproponował mi podanie leku wyciszającego psa, na czas podroży, nie był to środek usypiający, ale spowodował ze Buddy po jego podaniu położył się w klatce i był obojętny na to, co dzieje się wokół niego. Mam nadzieje,że w czasie podróży spał.
Odprawa w drodze powrotnej odbyła się podobnie jak w przypadku podroży mojej siostry i Reksia: w Polsce pani zainteresowana była jedynie czy do klatki jest przyczepiona plakietka z moimi danymi, na świadectwa zdrowia nawet nie zerknęła. W Stanach celnik zapytał mnie „Czy pies ma ważne szczepienia, gdy mu powiedziałam, że tak i że jest to nasza droga powrotna po 4 tygodniach wakacji zapytał mnie czy nie przewożę jedzenia o papiery nawet nie spytał.
Buddy przeżył podróż i wiem, że przed następna się zastanowię trzy razy. Żałuję,że nie mam malutkiego pieska, który może podróżować z właścicielem w kabinie a nie jak walizka w luku bagażowym.
PS. Polecam wszystkie szczepienia i badania zrobić w Polsce przed wylotem, aby na rok był spokój z nimi, bo w USA są dużo droższe. Do tego najlepiej mieć przy sobie kaganiec, nawet dla małego zwierzaka, bo nie wiadomo, na jakie bydle się trafi z obsługi lotniska.
- Wreszcie możesz spuścic psa ze smyczy po 9 wieczorem w parku miejskim

W Nowym Jorku, przepisy dotyczące przebywania z naszymi czworonożnymi przyjaciółmi na terenach Parków Departamentu Zdrowia i Higieny Mentalnej – uległy zmianie. Właściciele psów mają powód do zadowolenia.
Miłośnicy zwierząt swoją wieloletnią, bo trwajacą od 15 lat walką w sprawie zniesienia bezsensownego przepisu, dotyczącego zakazu spuszczania psów ze smyczy w parkach po godzinie 21.00,....w końcu odnieśli zwycięstwo.
Departament Parków i Rekreacji, które są pod jurysdykcją Departamentu Zdrowia i Higieny Mentalnej Zarządu Zdrowia, 05 grudnia 2006r. - powiadomił o wzmiance do przepisu Art. 161 Kodeksu Zdrowia Nowego Jorku, który mówi, że psy na terenie parków mogą być spuszczane ze smyczy między godzinami 9 wieczór a 9 rano.
Za zmianą ustawodawstwa, swoje głosy poparcia wniosło 13,200 tysięcy grup i osób prywatnych, natomiast w opozycji tj. przeciwko wzmiance do przepisu, były zaledwie 202 grupy i osoby prywatne. W uzasadnieniu Departamentu Parków i Rekreacji – podano do publicznej wiadomości, że po wieloletnich konsultacjach z różnymi grupami społecznymi, poprzedni przepis nie ma uzasadnienia i pozostaje w sprzecznosci z interesem ogółu. Parki są dla ludzi , ktorzy z nich korzystają, a właściciele psów stanowią ich przytłaczającą większość. Nie można dopuścić do tego, żeby świeciły pustkami z powodu nieżyciowego przepisu.
Wszystkie pozostałe wymogi dotyczące przebywania z psami w miejscach publicznych, nadal obowiązują w niezmienionej treści. Dla przypomnienia:
- paragraf 11.66 Kodeksu Zdrowia ( HC ) – nakazuje właścicielom psów posiadanie zaświadczenia o wymaganych szczepieniach, w szczególności na wściekliznę,
- paragraf 161.04 Kodeksu Zdrowia - informuje o konieczności posiadania identyfikatora,
- paragraf 161.05 w swej treści przekazuje przepis który mówi, że nasze czworonogi muszą być na smyczy, lub łańcuchu, nie dłuższym jak 1,8 m ( 6 feet ).
Oczywiście, sa również wzmianki na temat zachowania absolutnego bezpieczeństwa, w trakcie przebywania na terenach Parków z naszymi zwierzętami, oraz odpowiedzialności, jaką ponoszą właściciele psów w sprawach sprzątania nieczystości po swoich pupilach.
Niektóre parki są wyłączone z prawa do przebywania na ich terenie po godzinie 9pm., tak więc należy się wcześniej upewnić, czy nie dotyczy to akurat parku który chcemy odwiedzić z naszym, czy powierzonym nam psem.
Z przyjemnością przybliżyłam Państwu kilka istotnych uwag, dotyczących poruszania się w nowojorskich przepisach - tak ważnej sfery naszego życia jaką stanowią zwierzęta. Wielu z nas nie wyobraża sobie życia, bez tych kochanych czworonogów.
W kolejnym odcinku > adresy dziennych wybiegów dla psów, oraz co dozwolone, a czego nie wolno w środkach masowej komunikacji.
Liliana Madejska
Wieloletni wykwalifikowany ekspert do spraw zwierząt.
Instruktor jeździectwa, trener i hodowca koni, oraz psów, miłośniczka kotów.
Wolontariuszka w ASPCA.
Prowadzi profesjonalny serwis opieki nad zwierzetami.




